zbawienie dla Ciebie - o Bogu...tak normalnie...
Blog > Komentarze do wpisu

MYŚLI SAMOBÓJCZE - UWOLNIENIE

Kiedy poszłam do gimnazjum, pojawił się mętlik w moim życiu. Zmiana towarzystwa na to bardziej z marginesu społecznego, plus trudny wiek dojrzewania, wprowadziły mnie w stan zadumy nad okrucieństwem i beznadzieją świata. Nie umiałam sobie poradzić z odrzuceniem. Codziennie płakałam i rozmyślałam, analizowałam. Widziałam tylko te złe strony każdego dnia, choć moje życie teoretycznie nie było złe. Użalałam się nad swoim losem odrzutka, wyłapywałam najdrobniejsze kopniaki dnia codziennego, potrafiłam godzinami rozmyślać nad okrutną naturą człowieka.

Jakoś przebrnęłam przez okres depresji i niewiele pamiętam z tego czasu. Pustka i ciężar w środku przeplatający się z ogromnym bólem i rozpaczą. Nie wierzyłam w przyjaźń, miłość, ludzi, świat. Bóg był mi obojętny. Wisiało mi to, czy istnieje. I tak nie interesował się tym cholernym światem ani mną – biedną istotą [tak wtedy myślałam]. Wszelki przejaw dobroci ludzi był tylko bezsensownym fałszem rozdzierającym moją duszę. Każda czynność była bez sensu. Pogłębiałam się dzień w dzień w rozpaczy i beznadziei. Codziennie płakałam niewiadomo nad czym. Od początku gimnazjum miałam myśli samobójcze. Moje życie zamieniło się w czekanie na odpowiedni moment, by to zrobić. Codziennie budziłam się z uczuciem ciężaru wewnątrz. Modliłam się o śmierć. Myśl na dziś: „samotność, smutek i śmierć”. Jak klasyczne mroczne „dziecko – śmierć” ubierałam się na czarno i słuchałam ciężkiej muzyki. Imponowali mi długowłosi metale. Plan na życie: „znaleźć sobie jakiegoś – tego wyjątkowego przeznaczonego mi, poużalać się wspólnie i aby nie było za wesoło - popełnić romantyczne samobójstwo.” To nie była wbrew pozorom banalna postawa „metalówy – małolaty”, która naśladuje innych, która się tnie, żeby pokazać ludziom w klasie, jaka jest mroczna. To był rozrywający mnie codziennie ból egzystencjalny, zachwyt śmiercią, wyobcowanie. Uczyłam się dobrze, nie ćpałam (choć skrycie planowałam), palić zdarzyło mi się parę razy, tak samo jak pić. Każdą złą rzecz traktowałam jak ucieczkę od obrzydliwego świata, każdą sznytę- jako wylanie bólu, okaleczenie osoby, której najbardziej nienawidziłam [czyli siebie]. Miałam zły kontakt z ludźmi. Rodzice tłumaczyli to sobie okresem dojrzewania. Teoretycznie miałam grupę przyjaciółek, ale przecież ja nie wierzyłam w przyjaźń. Chodziłam w mroku własnego istnienia, czekając na kres. Słuchałam muzyki przepełnionej bólem i samotnością. Wokaliści, którzy zaćpywali się na śmierć byli dla mnie idolami, wzorcami romantycznych, rozpaczliwych postaci. Pisałam mroczną poezję, zachwycona sztuką umierania. Obwiniałam wszystkich o wszystko. A ja byłam najbardziej poszkodowana na Ziemi. Jeśli gdzieś był poruszany temat Boga, to w myśli miałam jedynie, by powiedzieć, że Mu się nie udałam. Wydawało mi się, że jest Mu mnie żal.

Jakoś przywykłam do życia w mroku, zaczęłam się resocjalizować w szkole. Przyzwyczaiłam się do życia. Nawet zdarzyło mi się ze dwa razy dziennie uśmiechnąć, w porywach szaleńczo udanego dnia- zaśmiać. Wciąż utrzymywałam swoje poglądy, ale już tym nie żyłam. Mój ból egzystencjalny wyłaził na wierz tylko czasem. Wciąż moim  planem na przyszłość było znalezienie partnera do śmierci. Bo przecież jeśli znajdę już miłość to i tak nie będę umiała się nią cieszyć, a oboje chcielibyśmy umrzeć.

W połowie drugiej klasy gimnazjum zaczęłam cierpieć na bezsenność. To był okres mojej największej pasji muzyką gatunku: „cierpimy, umieramy w kałuży własnej krwi”. Bezsenność była dla mnie największym koszmarem w życiu. Myślałam o tym całymi dniami, wariowałam ze strachu, żyłam w obłędzie. Ale w tym czasie użalanie się nad sobą było już na etapie przyjemności i uzależnienia, więc bezsenność dodawała mi uroku męczennicy. Na wiosnę poszłam do psychologa, ale wiedziałam, że zacznie ze mnie wywlekać te „inne sprawy”, podłoże psychologiczne problemu. Zrezygnowałam po dwóch wizytach. Nie myślałam już tak o beznadziei świata, bo cały czas pochłaniało mi myślenie o własnym cierpieniu. Po wizytach sytuacja ustabilizowała się na tyle, że nie było to już tak chorobliwą obsesją. Uzależniłam się od środków nasennych, które brałam przez niecały rok. Filozofia „cierp i zgiń” tkwiła we mnie wciąż, tworząc ciężar na duchu. Odstawiłam proszki nasenne, ale bezsenność i tak była dla mnie największym strachem i wisiała nade mną każdego dnia.

Pewnej nocy niepokój obudził się we mnie. To było naprawdę nieuzasadnione  i trudne do opisania. Po prostu czułam, że moja dusza jest ciągnięta na dno. Czułam obecność diabelskiego mroku, choć wcześniej nie myślałam w kategoriach zło-dobro, Bóg- szatan. Byłam pewna, że wariuję. To był atak paniki, który rozgrywał się w ciągu kilkunastu minut. Wszystko co widziałam doprowadzało mnie do szału. Zaczęłam się dławić własnym strachem. Sparaliżował mnie całą. Stado myśli przebiegało przez moją głowę. O egzorcyście, o samobójstwie. To nie były spokojne myśli, plany śmierci. Wiedziałam że samobójstwo mnie całkiem pochłonie. Wiedziałam, że muszę żyć, a porzucenie moich planów o śmierci wydawało się ekstremalne. Tak bardzo pragnęłam, żeby życie toczyło się w mojej normalnej smutnej rzeczywistości. To był strach na poważnie, największy w życiu. Leżałam w jego konwulsjach i mówiłam „ Ojcze Nasz”. Zasnęłam.

Obudziłam się z tym samym strachem. Rozwalał mnie od środka. Myślałam o tym co to, i jak  zatrzymać cały dzień. Obłęd nie dał mi się skupić na niczym.Wariowałam. I co najgorsze (może najlepsze) – ja wiedziałam, że to szatan, choć próbowałam sobie wmówić, że to atak depresji. Po południu pobiegłam do Kościoła. Wylałam z siebie wszystkie łzy. Łkałam i wołałam do Boga żeby mnie ratował. Obiecałam  Mu, że jeśli zbawi moją duszę, to ja będę żyć dla Niego. A to nie były spokojne słowa po spokojnym przemyśleniu. To był potok słów wśród rzewnych łez i mętliku w głowie. Błagałam Boga o wybaczenie wszystkich oskarżeń, wszelkiego zła. Przeleciało mi przez myśl, że będę dobra dla ludzi. Ja nie chciałam cierpieć tych męk. Ta zła moc zniknęła. Pojawiła się za to odczuwalna obecność Boga. Ale o dziwo, mnie to przerażało. Płakałam cały wieczór. Drugiego dnia rano pełna zdziwienia tym, co się ze mną dzieje, znów pobiegłam do Kościoła. „Czy już zawsze będę czuła tą moc nad sobą? Przecież dotąd moje życie było pustką i samotnością.” Byłam ja i moje myśli. Znów płakałam cały dzień. Obudziła się we mnie nadzieja. Wiedziałam już, że będę żyła, i że to będzie całkiem nowe życie.

Moja rozpacz, „proces przemiany” trwał trzy dni. W każdą z tych trzech nocy, zmęczona potokiem łez wypływającym ze mnie, zasypiałam w całkowitym spokoju. Ktoś czuwał. Od tamtej pory działy się rzeczy niesamowite.

Jest to dla mnie naprawdę niemożliwe do opisania. Uczucie lekkości w duchu. Nigdy przedtem nie czułam takiej ulgi, nie chodziłam w takim pokoju. Bóg zamieszkał we mnie. Spokój ducha i umysłu. Zniknął strach, ból. Wszystko narodziło się na nowo. Każda barwa była bardziej żywotna, każda woń mocniejsza. Rozpoczęła się wielka eksplozja życia. Skakałam i tańczyłam zachwycona światem, który dał mi Bóg. Wszystko rozegrało się zupełnie inaczej, niż sobie zaplanowałam, gdy wołałam do Boga. Myślałam, że będę miała codziennie płakać w Kościele, by czuć się bezpieczną. Ja za to dostałam takiego kopa energii, że nie wiedziałam, jak ją spożytkować. Nie miałam idoli wśród ćpunów. Moim idolem stał się Jezus. Zaczęłam kochać wszystko i wszystkich. Zaprzestałam ze wszystkim, co kojarzyło mi się z okresem sprzed nawrócenia – czarne ciuchy, muzyka, myślenie, styl życia. Całowałam każdy kwiat, każdy liść. Biegłam z wiatrem, rozkoszowałam się dotykiem trawy, zapachem ziemi, ciepłem słońca. Kochałam każdego człowieka i dawałam z siebie całą pozytywną energię, całe dobro jakie miałam. Zaczęłam czynić dobro jako inny, nowy człowiek, którego pokochałam – był przecież dzieckiem Zbawcy mej duszy. Życie stało się dla mnie skarbem. Każdą chwilą się rozkoszowałam, delektowałam. Narodziłam się na nowo. W życiu zaczęło się układać wszystko. Nie musiałam zmuszać się, by widzieć dobre jego strony, ono stało się idealne. W domu, w szkole. Nie obwiniałam nikogo za zło, ale zwalczałam je dobrem. Śmiałam się i uśmiechałam bez przerwy. Pozytywna energia była rozsiewana przeze mnie wszędzie.  Nie musiałam się bać albo obwiniać. Czułam niesamowity pokój, bo wiedziałam, że Bóg odpuścił mi winy. To było niesamowite, że nikt mi tego nie wmawiał, nie przeczytałam tego wcześniej. Cała moja przemiana opierała się na bezpośrednim kontakcie z Bogiem. On stał się moją światłością, drogowskazem. Słowo Boże kształtowało moje postępowanie i wszystko z przeszłości stawało się jasne. Dziś postawa, którą przybierałam wtedy, mnie śmieszy, choć wiem, że ból i ciężar były realne. Pismo  Święte stało się dla mnie wskazówką życia. Zaczęłam budować na Nim i kontakcie z Bogiem. Stawałam się coraz szczęśliwsza ufając temu, co jest tam napisane, bo wiedziałam, że nie ma co polegać na tym, co mówią ludzie, tak samo zaślepieni, jak ja byłam kiedyś. Słowo Boże oświetlało mi drogę. Sprawdzało się w praktyce. Wszystko. JEŚLI TYLKO Z CAŁEJ SIŁY ZAUFAŁAM TEMU, CO MÓWIŁ MI BÓG, TAK JAK ZAUFAŁAM MU, GDY SPADAŁAM, OSIĄGAŁAM PEŁNIĘ SZCZĘŚCIA I SPEŁNIENIE. Słowo Boże nie narzuciło mi niczego intelektualnie. Ono mnie wyzwoliło i wyjaśniło wszystko. Uwolniło mnie od moich chorych myśli i poglądów. Przejrzałam jakim maleństwem jest człowiek wraz z jego „mądrościami” wobec miłości i mądrości Boga.Dziękowałam Panu za każdy dzień mojego nowego życia, za to, że oświetla mi drogę i robię to po dziś dzień. Nawet gdy się potykam jestem słaba i bezsilna, On jest ze mną. I każdy człowiek nawet gdy upada „(…) ostoi się jednak bo Pan ma moc podtrzymać go”.

Ojcze, dziękuję że jesteś moją opoką i światłem w życiu, które też mi ofiarowałeś. Dzięki, że podniosłeś mnie z dna i stałeś się odpowiedzią i rozwiązaniem. Będziesz na zawsze moim niegasnącym słońcem.

Zawsze Twoja,

Kinga

Zagłosuj na notkę i blog w systemie blogfrog. Dziękujemy.

czwartek, 31 stycznia 2008, zbawieni
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/01/31 12:33:47
piękne świadectwo.pozdrawiam serdecznie:-)))
-
Gość: , 186-104.unused.derbynet.waw.pl
2008/01/31 19:15:02
Dziwne świadectwo.
Czy poszłaś modlić się do kościoła katolickiego, gdzie są bałwany i tam słuchał Cię Bóg ?
Na jakiej podstawie uważasz, że narodziłaś się na nowo ?
Kto Ci pokazał co Bóg myśli o Tobie w Biblii.
Nie widzę, żebyś czytała Słowo Boże, które Ci pokazało jak możesz być zbawiona.

Oczywiście, dobrze że przestałaś żyć jak żyłaś, ale ciągle piszesz o jakiejś mocy itd. jakoby pochodziła od prawdziwego Boga, a nie piszesz kto i kiedy powiedział Ci o Jezusie.

ggedeon
-
2008/01/31 23:06:15
mobi -> Gość: , 186-104.unused.derbynet.waw.pl
Ggedeon, wyluzuj. Nie doszukuj się wszędzie zwiedzenia. Przypomnij sobie, co czułeś, kiedy narodziłeś się na nowo. Czy to nie była niewysłowiona radość. Właśnie to Kinga opisuje.

Nie wiem, o jaki kościół chodzi i to nie ma nic do rzeczy. Czy Bóg nie może wysłuchać człowieka nawet w najbardziej diabelskim otoczeniu?

Znam ludzi, którym nikt nic nie mówił, tylko po prostu Bóg objawiał się takim, jakim jest i to oczywiście okazywało się spójne z Jego Słowem.
-
Gość: , 186-104.unused.derbynet.waw.pl
2008/02/01 19:04:18
Znam to uczucie, ale chodzi o to, że mnóstwo jest w tym tekście brudów w jakich była, a niewiele o tym co Jezus uczynił dla niej.

Poza tym dziwi mnie tak wielki skok w nadprzestrzeń, a nic nie ma o samym momencie nawrócenia. Po prostu to świadectwo jest suche. I nie czepiam się dlatego, żeby tylko się sprzeczać. Mam na myśli tych, którzy nie są zbawieni, a czytają być może ten artykuł i wątpię, że im on pomoże, a chyba taki też cel sobie obraliście w tym blogu.

Słowo Boże odmienia nasze życie, a ja nie widzę działania Słowa Bożego w jej życiu.

Rzymian 10:17 - Wiara tedy jest z słuchania, a słuchanie przez słowo Boże.

ggedeon
-
2008/02/01 21:31:53
mobi -> Gość: , 186-104.unused.derbynet.waw.pl

Jesteś z Warszawy. Spotkajcie się, to zobaczysz Boże działanie.

Przy okazji - Bóg może mówić do nas na różne sposoby - nie tylko poprzez czytanie Biblii.
-
Gość: , legolas.dream.net.pl
2008/02/01 22:18:54
mobi ma rację, czy to nie jest piękne że została uwolniona? Przeżywając wcześniej diabelskie męki teraz czuje się szczęśliwa, chce żyć i do tego zawdzięcza to wszystko Jezusowi, to musi byc Boże działanie. Bóg nie zawsze przychodzi "książkowo", w jakiś konkretny sposób. Kinga szczerze szukała Jego obecności, wie c się jej objawił. Kościół tu tez nie ma znaczenia, Bóg przyjdzie do każdego kto go szuka szczerym sercem i nie ważne gdzie. Myślę, że dla Kingi to świetny początek życia z Jezusem. Teraz jeśli nadal będzie Go szukać odczuje potrzebę czytania Słowa Bożego, słuchania. Ale od czegoś trzeba zawsze zacząć;) Pozdrawiam:)
-
Gość: , 186-104.unused.derbynet.waw.pl
2008/02/03 19:29:00
Nie neguję jej nawrócenia, czy też działania Boga. Po prostu dla osób nienawróconych nie jest to tekst ewangelizacyjny.
-
2008/02/06 11:22:59
mobi ->Gość: , 186-104.unused.derbynet.waw.pl
Jeśli chcesz, możemy zamieścić Twoje świadectwo.
-
Gość: , pc4-253.gwardii.osi.pl
2008/03/24 22:09:54
Czasami kiedy człowiek ma już odejść potrzebuje konkretnego,jasnego punktu który mu pozwoli się chociaż trochę podnieść,na początek.Wiara jest w tym wszystkim bardzo ważna i nią właśnie kieruje się dodając linka z tą petycją.

petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=3032

Wierze,że ludzie nie mogą pozostać obojętni...
-
Gość: szulamitka, aaur193.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/24 18:21:44
Czytam świadectwo Kingi i widzę że miejscami jest to moje włąsne świadectwo. Potrzebowałam zbudowania i właśnie przypomniał mi się dzień jak Bóg mnie uratował, mimo iż w Niego nie wierzyłam. Nieznane jest działanie Boga i nie działa On według naszego myślenia ale swojego. Kinga opisała SWOJE nawrócenie, to co dla niej jest ważne. Napisała to co ją dotyka, była szczera. Myślisz gościu, że gdyby napisała więcej o wspaniałym nawróceniu a mniej o bólu przeżywanym przed , ktoś ze świata zainteresowałby się nią i jej świadectwem??? Wielu młodych ludzi poszukuje teraz prawdy. Poszukują bratnich duszy. Szukają czegoś i niewiedzą co to jest i gdzie. My mamy ten przywilej, że Bóg nas znalazł... więc dzielmy się tą radością!!! Bóg jest wszechmogący, nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych. To Jemu podległy jest śiwat i On ma władzę nad diabłem, którego dni są policzone. :) Bless for all... :)
-
Gość: salciarz, h-87-199-12-95.dolsat.pl
2008/10/05 17:43:39
Niezła wyobraźnia. Nie zdajesz sobie sprawy Kingo, że to wszystko co opisałaś działo się w twojej głowie, twoich myślach? Nie umiesz sama kroczyć przez życie więc dajesz się prowadzić lub idziesz w większą grupą.
-
2008/10/06 09:50:20
mobi - Gość: salciarz, h-87-199-12-95.dolsat.pl
Kiedy człowiek poznaje Boga, uzyskuje wolność. Ludzie chcący żyć z dala od Boga ulegają iluzji, że sami kierują swoim życiem.
-
Gość: retron, 62.21.94.12*
2008/12/14 00:34:29
Ale czy zeczywiście wiara jest tu najwazniejsza?



-
Gość: smutna prawda, 79.191.234.5*
2009/01/17 11:57:12
ja akurat nie wierzę w ani jedno słowo, jesli chodzi o tą przmianę, pozwol że posłużę się swoim przykladem , w ciągu roku straciłem calego siebie ,zainteresowania , duszę - zachwyt nad przyrodą , wenę do poezji oraz odnajdywanie piekna w każdym calu ,straciłem wszystkich znajomych ,gdyż nikt się do mnie nie odzywa,dlatego że ja przestałem się już dłuższy czas odzywac, to co widze dookoła nie ma tych barw co kiedyś , myslę że to wszystko głupia naiwność ,czlowiek zdycha tak jak zwierze, nie ma piekła ani nieba ,a o Bogu nie wspominam , jakie widzisz racjonalne wyjście dla człowieka który stracił nie dość że sens życia - bo życie sensu nie ma - to suma oddechów ,jedzenie i spanie (niegdyś przy pisaniu wierszy mając wenę doba miała podwójną długość) nie odróżniam już wczoraj od dziś ,nie czekam na jutro jak na cośpiknego to wyrok ,jesteśmy skazani na przyszłość która będzie równie do dupy jak i dzisiaj , jakie racjonalne wyjście widzisz lub widzicie dla człowieka który stracił wszystkie życiowe pasje od chodzenia po górach , biegania (przez ten czas o ktorym wspominalem stracilem calkowicie forme - kolejny argument) wspinania , oraz odnajdywania sensu w konwersacjach filozoficznych z ludźmi , oraz innym,i rzeczami jak rysowanie itd - to wszystko przminęło , nie potrafię si9ę śmiać , dosłownie , jakie wyjście poza samobójstwem mi pozostaje - czlowiek który stracił calego siebie nie ejst w stanie odnaleźć si w trzy dni , czy liczba trzy ma tutaj jakies symboliczne znaczenie ? chyba tak i nic poza tym nie widze ,przykro mi ale nie wierzę w tą przemianę , jesteśmy tylko malpami skąpiej owłosionymi ,które utrzymuje przy życiu egoizm ,i jedyne co na nas tak naprawde czeka to śmierć , nie wiem ie wynosi suma oddechów dla mnei - mam to gdzieś ,bezbolesnej śmierci nie ma ale chociaż na ten czyn trzeba zdobyć dowagę , w końcu pogrzeb tak drogo nie kosztuje ,czlowiek ma prawo decydpwać o swoim życiu , jak dla mnie powinni wprowadzić eutanazję do Polski (oczywiście jak podpisywalby ją "zleceniodawca" a nie jego rodzina) aha i ja nie tylko mialem myśli - to to jest nic , też nie moge spać ,mialem już aż 4 nieudane próby ale myślę że nie ma co przeciągać ,jaki sposób jest najszybszy i najskuteczniejszy ? marzę nadal o tym by zrobić to jak Werter tylko nie ma skąd wziąć broni - i nie będzie , a taka śmierc by byla osobliwa ps: naiwnie poczekam trzy dni na odpowiedź jakiejś madrej osoby ,aha i odpowiedź "zawsze jest po co żyć " nie satysfakcjopnuje mnie
-
Gość: Do smutnej prawdy, host-62-141-231-180.tomaszow.mm.pl
2009/01/18 13:37:59
Znam ten stan beznadziei i bardzo dobrze Cię rozumiem, szare życie, brak emocji, brak zainteresowań, brak Boga, bezsens egzystencji, po co i dla kogo to ciągnąć, po co to wszystko? Nie ma pieniędzy, nie ma sukcesów,nie ma dziewczyny(u mnie męża, jestem po rozwodzie), nie ma nic, jestem zerem,nieudacznikiem,nikomu niepotrzebna,nikt nie zauważy jak odejdę. Tak wielu wrażliwych ludzi dopada depresja kiedy zaczyna dostrzegać marność tego świata, marność ludzkich wartości, i kiedy dostaje kopa od życia. Nie jestem mądra, nie wiem czy do Ciebie trafię moim pisaniem, ale chcę Ci powiedzieć że z tego stanu się wychodzi i wraca sens życia, wraca pasja. Nie popełniłam samobójstwa ponieważ bałam się bólu i unicestwienia, żyć w takim stanie dłużej nie mogłam więc szukałam na siłę w rozpaczy i braku wiary w lepsze jutro jakiegoś światełka, czepiałam się wszystkiego co miało mi pomóc, od wizyt u psychologa,bioenergoterapeuty i czytaniu różnych poradników do desperackich modlitw i błagania Boga o pomoc.
Cudownej przemiany nie było, to trwało kilka lat ale kroczek po kroczku wracałam do zdrowia. Dzisiaj nie myślę o śmierci poniewaz powrót do zdrowia dał mi tyle radości, ponowne uwierzenie w sens życia daje szczęście o wiele większe od tego przed chorobą, widzę rzeczy naprawdę ważne i zupełnie inne niż te przed załamaniem.
Każdy ma prawo wątpic w sens życia, każdy ma prawo odebrac sobie życie,każdy ma prawo popełniać błędy, mieć wady,byc samotnym, być biednym,byc brzydkim, ponosic porażki, cierpieć, ale każdy ma prawo być sobą i ma prawo żyć dla siebie i robic to co chce a nie tylko to co jest akceptowane przez rodziców czy kolegów. Ale kiedy ktos się unicestwi nie daje sobie szansy na przeżycie tych wspaniałych chwil kiedy widzi poprawę. A warto, kiedy przejdzie się ten najgorszy etap to nic już nie jest w stanie złamać. Ja brałam też leki przeciwdepresyjne i myślę że trochę pomogły.
Moja koleżanka odebrała sobie życie, zostawiła męża i córkę. Potwornie skrzywdziła swoją rodzinę i tych którym była bliska. Dla mnie to jakiś horror, wydaje mi się że to sen, że kiedy się z niego obudzę to wszystko będzie jak dawniej. Nigdy nie wiesz czy nie złamiesz komuś życia swoim odejściem nawet kiedy Tobie subiektywnie wydaje się że dla nikogo nic nie znaczysz. Nie mówiłam jej że ją lubię, że jest dla mnie kimś ważnym, nie wiedziała o tym, a teraz została po niej pustka i nie dowie się że oprócz rodziny jeszcze ktoś ją opłakuje .

-
Gość: kinga, aavp120.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/01/20 10:50:44
Do Smutna prawada: Akurat ten stan zman nazbyt dobrze. A to że w to nie wierzysz to nic dziwnego.Mi też było zupełnie obojętne czy jest Bóg czy nie. Myśląc o samobójstwie w ogóle nie rozważałam czegoś takiego jak piekło bo swoje piekło miałam już na ziemi. I z perspektywy czasu jestem pewna,że jakbym, ja przeczytała podobne świadectwo czy słyszała ewnagelie przed moim nawróceniem to nic by to w moim życiu nie zmieniło. Zycie bez Boga to życie z zamkniętymi oczami. Ja nigdy nie chciałam ich otworzyć. To przez co przeszłam to nie było coś do czego doszłam kontemplując, rozważając,pragnąc normalności. Ja szłam tylko do śmierci a to co przyszło do mnie wywrociło mój uporządkowan depresyjny świat do góry nogami. Nie chciałam żyć,chciałam być wolna od życia.Śmierć była moim wyzwoleniem, ale tak na prawde nie zrozumiesz jej nie stając z nią oko w oko. A śmierć to nie tylko śmierć ciała ale duszy. Mi wydawało sie żę przeszłam przez najgorsze, że nie istnieje większe cierpienie. Ale ten strach, którego doświadczyłam był ponadnaturalny. To nie ty chcesz swojej śmierci, ale diabeł jej pragnie. Bo on Cie nienawidzi. A to że Ty w to nie wierzysz, nie wpływa na rzeczywistość. To,że Ty nie wierzysz w Boga, nie zmiania faktu,że On wierzy w Ciebie i umarł żebyś Ty był wolny od tego przez co przechodzisz. I wierz mi, żę ja dobrze wiem co znaczy niewiara w każde tego typu słowo i że takie słowa, jak "zachęcam, przyjmij boże zbawienie", "zaufaj Jezusowi" to dla Ciebie największa bzdura. Ale wierze całym sercem, żę i Ciebie Bóg wyzwoli. Pamiętaj o Nim w tym momencie, kiedy czujesz,że ta tragedia to nie iluzja. A to że trwało to trzy dni, to przepraszam najmocniej. Mogłam skłamać że trwało to półtora roku żeby było wiarygodniej:) po prostu tak sie stało. Chwała Panu. bless
-
Gość: , bbservice134.mmpnet205.tnp.pl
2009/02/20 21:19:09
Trzeba być silnym,żeby przezwyciężyć tą myśl o lepszym "życiu po życiu".
Trzeba być odważnym, by stanąć twarzą w twarz ze swoim losem...
-
Gość: kkarolaa, acld147.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/05/02 19:22:57
Podziwiam Cię Kinga... ja wierzę w Boga, ale nie czuję tej ulgi. Tkwi we mnie wieczny ból. Modlę się, ale najwidoczniej coś muszę robić nie tak, że czuję pustkę... Może kiedys to się zmieni. Piękny opis przeżyć ... :) pozdrawiam bu$$$ka :)*
-
Gość: ???909, chello089078049226.chello.pl
2009/06/17 08:55:16
Bardzo ciekawie się rozpisałaś.Z jednej strony wiem co czułaś,bo sam jestem w takim stanie.Teraz chodzę do 2 klasy gimnazjum i zdałem do 3.Ja też miałem od początku gimnazjum myśli samobójcze z różnych powodów i nadal je mam i będe je miał,ale samobójstwa narazie nie popełnie bo coś mnie jeszcze utrzymuje przy moim nędznym życiu.Nie jest to napewno Bóg ani Jezus.To Bóg mnie do tego doprowadził tworząc mnie takim jakim jestem.Ja mam mu dziękować za moją bezwartościową egzystencję?! Do tego jeszcze daleko.Z drugiej strony masz rację,Bóg niektórych umiłował bardziej i wyrwał cie z tej przeklętej spirali.Dla niektórych jest bardziej pomocny nisz dla innych.Ty mówisz tu o miłości Boga?!,że każdego miłuje na równi,że nie chce niczyjego nieszczęścia.Jak napisałem powyżej innych bardziej kocha i im pomaga a innym nie.Następnym razem nie pisz,że Bóg jest taki dobry,bo ja w to nie wierzę!!! Żegnam!!!
-
2009/06/17 10:47:06
mobi - Gość: ???909, chello089078049226.chello.pl
Żeby móc powiedzieć, że Twoja sytuacja jest winą Boga, to trzeba Go najpierw poznać - poznać Jego charakter i zasady postępowania. W Biblii Bóg objawia się jako kochający Ojciec, który chce dobra każdego swojego dziecka. Natomiast diabłu zależy na tym, żeby każdego pognębić, przybić, dać mu dołujące myśli i ostatecznie zabić. Diabeł nienawidzi człowieka, bo człowiek zajął miejsce diabła (upadłego anioła) w Bożym sercu.
-
Gość: sinus, axs174.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/24 23:20:27
pomodl sie za mnie, mam mysli samobojcze, brak mi sil
-
2009/07/27 00:24:15
mobi - Gość: sinus, axs174.neoplus.adsl.tpnet.pl
Napisz mi w mailu szczegóły, jak do tego doszło.
-
Gość: ds, host-81-190-99-55.gdynia.mm.pl
2009/08/31 12:49:52
nic mu nie pisz
-
Gość: ds, host-81-190-99-55.gdynia.mm.pl
2009/08/31 12:51:45
przepraszam Cie zbawieni
-
Gość: boż, sub244-175.elpos.net
2009/10/18 22:27:38
sory że tak to zabrzmi;] wdłg mnie ludzie ograniczeni wierzą w obecność Boga :) psychika ludzka potrafi zdziałać naprawdę wiele
-
Gość: Gul gul mniam, hyp-p-113.pabianice.msk.pl
2009/10/30 18:55:24
W d...ie się kobiecie przewróciło i takie brednie pisze. Pewnie chciała od życia wszystko, pojawiły się małe problemy i lala chce odlecieć w inny wymiar czasoprzestrzenny zwany niebo. To jest tak jak dziewczyna było w kloszu chowana, wyszła z klosza rodzninnego i pająk urasta do rangi godzilli.
-
Gość: Dark Phoenix, c-76-16-24-245.hsd1.il.comcast.net
2010/10/08 08:28:17
Ciekawe... Trafilem na to przypdakowo... Chcialbym, zeby to byla 100% prawda, ale po przeczytaniu wszystkiego (tekstu i komentarzy) mam watpliwosci i dziwne mysli... Jestem w podobnej sytuacji, chociaz troche innej i bardziej "skomplikowanej"... Marze, zeby przezyc takie "nawrocenie" jak Kinga, lecz nie wydaje mi sie to takie latwe... Ciekawe, co ona zrobilaby na moim miejscu... Trudno i zbyt duzo do opisania... Wierze w jedno - Bog kazdemu dal rozum i sumienie - i kazdy decyduje jak mu jest najlepiej... Skoro nie chce i nie moge juz zyc na tym falszywym swiecie, to mam prawo odejsc... To jest moje zycie... Bog nie stworzyl mnie, ze zebym cierpial... Ale i tak wycierpialem sie dosc na tej Ziemi... Skoro mam dosc i mam az 5 czy 6 powodow, zeby odejsc... Nikt nie powinien widziec zadnego problemu... Zwlaszcza, ze moja rodzina nawet sie tym nie przejmie... Bedzie tylko zla na mnie, ze zrobilem im wstyd przed sasiadami i dodatkowe koszty (pogrzeb, kremacja, itd...) Tak wiec moi Drodzy, nie bojmy sie smierci... Smierc to tylko przejscie na inny stan swiadomosci, doskonalenia... A zycie na ziemi to nic innego tylko pieklo...
"Ziemia jest pieklem innej planety..."
-
Gość: robson997, aasw50.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/03/27 17:09:57
-
Gość: , ffe162.internetdsl.tpnet.pl
2011/05/28 16:42:48
to było piękne !
ale dla mnie i tak świat jest beznadziejny. moze po przeczytaniu tego się lepiej czuje, ale za chwilę będzie jeszcze gorzej niż było wcześniej ja chodzę do kościoła itp. wierzę w Boga, ale to nic nie pomaga. Cały czas czekam na moment kiedy będę mogła zrobić coś czego będę (może) żałować do końca życia, ale po co mam żyć jeśli modle się i proszę Boga żebym miała lepszy charakter, żebym umiała panować nad swoimi emocjami, ale jeśli jest jeszcze gorzej ???
To ten cały świat mam głęboko w DUPIE !!!


Sylwia lat 14
-
Gość: goścówa, ip-93-154-151-66.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
2011/06/05 01:40:54
Mam podobną sytuację i depresję....Jeszcze z niej nie wyszłam i szczerze jest mi to obojętne. Podziwiam cie że pzeszłaś przez to wszystko i jesteś:) A ci którzy teraz są przeciwko twojemu opowiadaniu po prostu tego nie przeżyli i tyle....
-
Gość: Starża, apn-77-114-103-251.dynamic.gprs.plus.pl
2011/08/03 09:34:57
A ja mam receptę dla tych wszystkich "depresantów". Wywieźć was trzeba na bezludną wyspę, rozebrać do goła (musi tam być w miarę ciepło), zabrać wszystko co może posłużyć jako narzędzie i zostawić własnemu losowi. Gwarantuję, że kombinując jak zdobyć pożywienie, z czego zrobić ubranie, jak rozpalić ogień, gdzie spać i gdzie się schować, żeby was coś w nocy nie zjadło, przestali byście cierpieć te egzystencjalne bóle. Bo mieli byście prawdziwy problem, który zajął by wasze myśli bez reszty. Być może ktoś mniej inteligentny nie dał by sobie rady, ale sądzę, że większość z was już po miesiącu miała by przynajmniej przepaskę na biodra, odkryte jakieś sposoby zdobycia pożywienia, w miarę pewne schronienie. I wtedy znowu mieli byście trochę czasu na myślenie. No i do jakich wniosków byście doszli ? A no do takich, że dotychczasowe problemy to (przepraszam) gówno , a nie problemy, bo jak starczyło inteligencji na poradzenie sobie w warunkach naprawdę trudnych, zagrażających egzystencji, to z pewnością starczy jej też na te, które niesie ze sobą życie w dobrobycie cywilizacyjnym. A może komuś spodobała by się bezludna wyspa? (Tylko jak by co, doradzam towarzystwo miłej osoby płci przeciwnej.)
-
Gość: Gość, c94-101.icpnet.pl
2012/01/04 18:20:43
Dla mnie to czysty przypadek choroby afektywnej-dwubiegunowej. Raz dół depresyjny, raz lot maniakalny. Pozdrawiam

lista mailingowa
zbawieni.blox.pl

Twój email



dowiedz się więcej >> 

statystyka

Skopiuj CSS