zbawienie dla Ciebie - o Bogu...tak normalnie...
wtorek, 19 maja 2015

W zasadzie mógłbym powiedzieć: nie moja sprawa, a po co się wtrącać. Jednak nie lubię, jak się ludziom robi wodę z mózgu - ludziom, których dobrze znam i na których mi zależy. Ten tekst skierowany jest do protestantów, chociaż każdy może sobie poczytać.

Wyobraź sobie taką sytuację. Twój pastor tłumaczy Ci, na którego kandydata będzie głosował w wyborach prezydenckich. Albo nawet nie twój pastor, ale taki, którego wszyscy znają i ma wpływ na wiele osób. No i ten pastor tłumaczy Ci, że ten kandydat już się sprawdził, trzeba postawić na spokojną osobę, która będzie dążyła do zgody a nie do podziałów. Tak w skrócie. Wyobraź sobie teraz, że ten kandydat jest kłamcą i złodziejem.

Takie to rzeczy na facebooku się dzieją. Nie będę się wpisywał temu pastorowi, bo powiedział, że negatywne komentarze będzie kasował. No to piszę u siebie.

Oj. Ktoś używa swojego pastorskiego autorytetu, żeby powiedzieć ludziom, którzy mu ufają, że będzie głosował na kandydata, który jest kłamcą i złodziejem.

Miałem już nie pisać o wyborach, bo każdy ma swój rozum, potrafi sam zdecydować czy chce głosować, a jeśli tak, to na kogo.

My chrześcijanie czasem tak się zafiksujemy w tym, że „nie jesteśmy z tego świata”, że podejmujemy ostatecznie jakieś kosmiczne decyzje. Nie interesujemy się na co dzień polityką, a jak już trzeba podjąć jakąś polityczną decyzję, to zdajemy się na jakieś ogólnikowe przesłanki. To zupełnie nie tak powinno być.

Chrześcijanie powinni przede wszystkim trzymać się prawdy. To Jezus jest naszą drogą, prawdą i życiem i On wyznaczył nam standardy działania. „Tak” niech będzie „tak”, a „nie” niech będzie „nie”. Jeśli coś nie jest prawdą, to nie powinniśmy nazywać tego prawdą. Jeśli coś jest kłamstwem, to powinniśmy nazywać to kłamstwem. Czy to jest osądzanie? Jeśli nasze intencje są dobre, to nie bójmy się osądzać. Jeśli szukamy prawdy, a nie chcemy komuś dokopać, to róbmy to.

Gdybym coś mógł doradzić w sprawie styku wiara-polityka, to że zawsze trzeba traktować ludzi równo. Wiadomo, możemy mieć swoje sympatie, także polityczne, ale patrzmy, jakie mogą być konsekwencje.

Dla mnie polityczne wypowiedzi osób, które stoją wysoko w hierarchii wierzących są trochę nie na miejscu. Te wypowiedzi pociągają za sobą skutki w postaci stada baranów, które swój wybór będą opierać na zdaniu pastora. I to na błędnym zdaniu. Dla nas żaden kandydat nie jest idealny, bo jest tylko człowiekiem. Jednak w kontrze do tych wypowiedzi o sprawdzonym człowieku, unikającym podziałów, trzeba te wypowiedzi nieco uzupełnić. Otóż ulubieniec niektórych środowisk wierzących pochodzi z bardzo specyficznej rodziny. Jego dziadek był radzieckim dywersantem na ziemiach polskich. Bezprawnie przejął polskie nazwisko, po zabitej przez Rosjan rodzinie szlacheckiej. Ojciec kandydata kontynuował słuszną linię. Jego dziwne losy wojenne wskazują na to, że był radzieckim agentem. A syn? Skorupka nasiąknęła. Niby działacz opozycji, ale… już od początku lat 90 XX w. znane są jego kontakty z agentami radzieckiego a potem rosyjskiego wywiadu. I te kontakty trwają do dziś. Halo, ten człowiek jest urzędującym prezydentem!!!

Kłamca to kłamca. Obiecał, że wycofa się z polityki, jeśli jego niegdysiejszy podwładny (Szeremietiew) zostanie uniewinniony. I został uniewinniony. To było już ładnych parę lat temu, a nasz bohater pnie się coraz wyżej.

Po katastrofie smoleńskiej szybko zadomowił się w Belwederze (jeszcze zanim potwierdzono śmierć Lecha Kaczyńskiego), czyszcząc archiwum z niewygodnych dla siebie dokumentów.

Szkoda tak naprawdę wyliczać wszystkie kłamstwa tego „dobrego” kandydata. Wydaje się, że jeśli był agentem WSI i miał kontakty z rosyjskim wywiadem, to ma co ukrywać. Kłamstwo goni kłamstwo.

A dlaczego złodziej? Podpisał 21 ustaw skutkujących dodatkowymi obciążeniami obywateli. Myślałeś, że masz jakieś pieniądze w OFE? Podpisujemy i już nie masz.

W Internecie jest cała masa informacji na temat tego kandydata. Nie wszystko da się zweryfikować. Ja jednak wierzę w informacje podawane chociażby przez Sumlińskiego. To jest zatrważające, z kim mamy do czynienia.

I takiego kandydata popierają niektórzy liderzy protestantcy i ciągną za sobą ludzi, którzy wierzą w bajki o dobrym wujku.

A drugi kandydat? Nie zdążył się skompromitować. Złodziejem nie jest. Kłamcą też. Czy ma złe intencje? Nic mi o tym nie wiadomo. Czy nie ma kwalifikacji? Ma. Tyle.

Skąd taka miłość niektórych środowisk ewangelicznych do jednej formacji politycznej? No bo sami widzicie, że coś iskrzy. Poniżej wypowiedź jednego ze wspomnianych wyżej pastorów:

 „Bóg dał naszemu narodowi, nie boję się tego powiedzieć, przywódców o sercu Dawida (mowa o politykach z PO). To nie jest deklaracja polityczna, to jest deklaracja duchowa. Kiedy Dawid został królem, bo Bóg tak chciał, to nie była polityka, to było Królestwo Boże, które przychodzi. Bóg dał temu narodowi przywódców o sercu Dawida. I Kościół, najlepszą rzecz, jaką może zrobić, to ich błogosławić. Nie wszystko musimy rozumieć i nie wszystko musimy wiedzieć, nie wszystkiego musimy być świadkami. Troszkę czasami trzeba zaufać temu, co Bóg wkłada w wasze serca. Zaufajcie nam. Jedyna rzecz, którą mamy zrobić w tym okresie, to modlić się i błogosławić”. Tu znajdziecie całość. Polecam przeczytać.

Dla mnie to zagadka. Może to za trudne? Nie ogarniam. W cytowanym wyżej tekście (przeczytajcie całość) jest parę fajnych rzeczy np. że przez katastrofę smoleńską Bóg osądził dom Saula. I teraz będzie dom Dawida.

Nie chcę osądzać bezpodstawnie pewnych środowisk ewangelicznych, ale wiem, że po dojściu PO do władzy niektóre osoby liczyły, że da się przeforsować zrównanie przywilejów kościołów z Aliansu Ewangelicznego z tym, co ma Kościół Katolicki. Przyznacie, fajnie by było móc sobie np. odpisać darowizny na kościół bez żadnych ograniczeń. Człowiek się rozmarzy, ale nic się samo nie zrobi. Rząd nic za darmo nie da. Jakieś poparcie by się przydało. Aha, to już wiadomo, o co chodzi. Mijają lata, a tu nic się nie zmienia. A poparcie pozostało, bo przecież ciężko się wycofać z raz powiedzianych słów. To takie moje rozmyślania. Niekoniecznie musi być tak strasznie, ale może.

Przykre to pisanie. Kończę. Warto się zastanawiać i wszystko badać. 

Tego typu zachowania liderów pokazują mi jedno: kończy się czas kościołów z określoną strukturą i "gwiazdami" na górze. Ludzie będą opuszczać miejsca, w których są manipulowani i pozbawiani trzeźwego sposobu myślenia.


13:24, zbawieni
Link Komentarze (2) »
piątek, 24 kwietnia 2015

Przyszedł czas, żeby odkurzyć ten blog. Niewiarygodne, ale inicjatywa "zbawieni" powstała, gdy nie było youtube`a, facebooka, Ulf Ekman przyjeżdżał do Polski jako protestancki głoszący a Todd White był po uszy w narkotykach. Jednym słowem - dawno:)

Niektórzy jeszcze nie czytali mnie, piszącego takie rzeczy, inni nie pamiętają. Ja sam ledwo pamiętam:)

Estetów przepraszam za wygląd bloga. Szablon pochodzi sprzed wielu lat.

Tyle tła historycznego. Przechodzimy do rzeczy. 

Za sprawą konferencji Todda White`a sporo się ostatnio mówi o zwiedzeniach. Przeciwnicy Todda i różnych charyzmatycznych usługujących mają pełne pole do popisu. Przeprowadzają dogłębne analizy, kto od kogo przyjął namaszczenie i z czym się to wiąże. Badają sposób upadania podczas modlitw (do przodu dobrze, do tyłu źle) i pokazują nam wiele ciekawych rzeczy.

Z drugiej strony pojawiły się zdecydowane głosy przeciwko „łowcom zwiedzeń”. Czytałem artykuł Marcela Płoszczyńskiego Fryzeizm 2.0 oraz słuchałem Łukasza Kupczyńskiego – Duch Święty i strach przed zwiedzeniem.

To bardzo potrzebne wypowiedzi, ale znalazłem tam trochę nieścisłości. Nie jestem łowcą zwiedzeń, nie chcę wywoływać sporów. Zachęcam jednak do zastanowienia się nad pewnymi sprawami.

Bywa tak, że nasze zrozumienie Biblii jest zależne od naszego doświadczenia. Więcej doświadczam, więcej wiem i rozumiem. Dlatego ciężko nam się przebić „wyżej”,  jeśli z czymś się nie zetknęliśmy. Nie oczekujemy, bo nawet nie wiemy, że można o to prosić itd.

Łukasz uważa, że nie potrzebuje się zajmować duchem kundalini, żeby rozumieć Boże działanie. Zgadzam się. Nie trzeba się zajmować okultyzmem, wystarczy znać Boga. Natomiast nasze doświadczenia, nawet te złe mogą nam pomóc w zrozumieniu różnych kwestii. W końcu „Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu” (Rzym. 8,28). O tym napiszę jeszcze w dalszej części tekstu.

W przekazie Łukasza, zauważam pewną nieścisłość. Z jednej strony udowadnia, że te same (patrząc z boku) manifestacje mogą towarzyszyć działaniu Boga i diabła. I tak właśnie jest. Nie będziemy rezygnowali z postu, modlitwy itd. tylko dlatego, że poszczą też sataniści i modlą się muzułmanie. Jednak z drugiej strony Łukasz mówi, że diabeł nigdy nie będzie nas zachęcał do dobrych rzeczy (czytanie Słowa, modlitwa o chorych). I to jest akurat nieprawda. Diabeł może nas zachęcać do dobrych rzeczy pod warunkiem, że to nie będzie odpowiedni czas i miejsce.

Ale przejdźmy teraz do tekstu Marcela, który cytuje:

Gdzież jest taki ojciec pośród was, który, gdy syn będzie go prosił o chleb, da mu kamień? Albo gdy będzie go prosił o rybę, da mu zamiast ryby węża? Albo gdy będzie prosił o jajo, da mu skorpiona? Jeśli więc wy, którzy jesteście źli, umiecie dobre dary dawać dzieciom swoim, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go proszą. - Ewangelia Łukasza 11:11-13

Te słowa są też w opisie tego, co Łukasz umieścił na youtube.

Przy okazji zauważmy, że Jezus nie zwraca się w powyższym fragmencie do ludzi, których uznalibyśmy wg naszych standardów za wierzących. Jeśli spojrzymy, na te słowa w Ewangelii Mateusza, to widzimy, że jest to część „kazania na górze”. Do kogo było to kazanie? Do wszystkich. Do uczniów, do przypadkowych osób, do każdego. Pewnie też, do faryzeuszy, do których w Ewangelii Jana mówił, że ich ojcem jest diabeł.

No, ale sprawa wydaje się prosta. Prosimy Boga o coś i otrzymujemy. Bóg nie da nam złej rzeczy, jeśli prosimy o dobrą. Zgadza się, ale w tej sytuacji mogą być różne konfiguracje. Bóg jest zawsze dobry i zawsze daje dobre rzeczy. Diabeł jest zawsze zły i zawsze daje złe rzeczy. Prosisz i Bóg daje „rybę”, ale jednocześnie diabeł chce dać Ci „węża”. Musisz umieć rozróżnić, co jest „rybą”, a co jest „wężem”. Nie zawsze jest łatwo. Widziałem wiele sytuacji ludzi przychodzących do koscioła w stanie kompletnego pobicia. Potrzebowali pracy lub uzdrowienia. W swojej potrzebie szukali Boga. Kiedy ich potrzeba została zaspokojona, już ich nie było. No to jak to jest – dar od Boga czy od diabła, „ryba” czy „wąż”?

Pewnie wielu z nas zdarzyło się robić dobre rzeczy, ale w niewłaściwym czasie i niewłaściwym miejscu. Np. Bóg mówi Ci, że masz do kogoś iść i coś powiedzieć, ale ty się boisz i decydujesz, że będziesz się modlił. Albo Bóg kieruje Cię do Słowa, a ty właśnie chcesz „poprawić statystyki” modlitw o chorych. Mamy 2 przykłady dobrych rzeczy, które akurat w tym czasie są „wężem” a nie „rybą”. Nie wspominam już nawet o różnych „cudach” związanych z eucharystią czy modlitwami do Marii.

Sam miałem trochę doświadczeń okultystycznych, trochę też na ten temat czytałem już jako chrześcijanin. W książce „Piękna strona zła” (książka trudna dziś do zdobycia) pokazane są przeżycia dziewczyny, która siedzi w okultyzmie. Chce uzdrawiać ludzi, chce dobrze, ale nie zna Boga. Opowiada o operacjach chirurgicznych robionych przez szamankę indiańską bez znieczulenia starym brudnym nożem. Co było przed operacją? Modlitwa „Ojcze nasz”.

Kiedy się nawróciłem, starałem się jakoś dotrzeć z Ewangelią do człowieka, który wcześniej uczył mnie rzeczy związanych z okultyzmem. Ja – świeży wierzący i on - bioenergoterapeuta…czytający Biblię od 20 lat, nadal nieznający Prawdy. Miał kilka zeszytów zapisanych świadectwami "uzdrowień". Bóg czy diabeł?

Spójrzcie na obie te wszystkie sytuacje, stojąc z boku. Nie mając rozeznania duchowego, bardzo łatwo się pomylić i pójść w niewłaściwym kierunku.

Ale bracie - powiesz - ty tu podajesz jakieś przykłady ludzi, którzy nie znają Boga czy jakiś cielesnych chrześcijan, to nie do nas ta gadka. A właśnie, że do Was, do nas, do każdego. W ciągu moich 21 lat chodzenia z Bogiem widziałem całą masę zmian doktrynalnych, podążania za różnymi modami duchowymi (nie mylić z poruszeniem Ducha Świętego). Widziałem upadki głoszących. Byłem świadkiem uprawiania polityki religijnej, manipulacji. I to wszystko u osób, które mają autorytet, prowadzą innych. Witam w Kościele.

Dlatego staram się zrozumieć „łowców zwiedzeń”, o których wspomniał Łukasz i Marcel.

Wszyscy chcemy dobrze. Szukajmy prawdy, wzrastajmy, miejmy dobre intencje i szacunek do siebie nawzajem. Pamiętajmy, że każdy może się mylić. Ja i Ty też. Z jednej strony „macie namaszczenie od Świętego i wiecie wszystko” (1 Jana 2,20), ale jednocześnie „Gdzie nie ma narady, nie udają się zamysły; lecz gdzie jest wielu doradców, tam jest powodzenie.” (Przyp. 15,22). Rozmawiajmy. Nie zawsze musimy się zgodzić, ale stwarzajmy Bogu możliwości, żeby do nas mówił i przekonywał o błędach. Także naszych.


00:39, zbawieni
Link Komentarze (1) »
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
KSIĘGA GOŚCI
ZBAWIENI
ZBAWIENIE
PYTANIA, PROŚBY O MODLITWĘ
LINKI

lista mailingowa
zbawieni.blox.pl

Twój email



dowiedz się więcej >> 

statystyka

Skopiuj CSS