zbawienie dla Ciebie - o Bogu...tak normalnie...

modlitwa

niedziela, 06 maja 2007

Wierzę, że pragnieniem każdego z nas jest to, by działo się to, o czym marzymy, do czego tęsknimy, o czym wiemy, że w naszym życiu tego nie ma, a chcemy, by zaczęło BYĆ i się DZIAĆ.

W chorobie myślimy o zdrowiu i pragniemy BYĆ ZDROWI.

W biedzie myślimy o zabezpieczeniu finansowym i chcemy mieć realne PIENIĄDZE w ręku.

W samotności myślimy o byciu z kimś i konkretnej, namacalnej OSOBIE obok.

Pytanie: jak tego dokonać? Jak sprawić, by marzenia stały się rzeczywistością?

Dla Tych wszystkich, którzy całe swoje życie – troski, pragnienia, potrzeby i marzenia składają na Boga, odpowiedź jest prosta: “Proście (Boga, Pana Jezusa), a będzie Wam dane”. Modlimy się więc do Boga – prosimy, wylewamy przed Nim swoje serce i oczekujemy, że WSZYSTKIE NASZE POTRZEBY zostaną zaspokojone i że dobre rzeczy w naszym życiu zaczną się po prostu dziać. I to jest właściwa i jedyna droga.

Ale co w sytuacji, gdy prosimy, a choroby nie ustępują? Pieniędzy jak nie było, tak nie ma, a samotność zaczyna tak doskwierać, że tracimy nadzieję na jakiekolwiek pozytywne rozwiązanie tej sytuacji?

Tak się złożyło, że od wielu miesięcy walczę w modlitwie o zdrowie dla mojego Taty. Dzięki modlitwie wielu wierzących osób, udało się u Niego zatrzymać złośliwy nowotwór płuc (!). Ale na tym nie koniec. Pozostała jeszcze rozedma płuc w bardzo groźnym stadium, która wymaga Bożej interwencji. O wyleczeniu nowotworu lekarze powiedzieli po prostu: to był CUD. Pozostaje rozedma. Co robimy? Pierwsze, to oczywiście prośba do wierzących z mojego Kościoła, by modlili się dalej o zupełne uzdrowienie mojego Taty. Okazywało się jednak, że nie widać jakiejś wyraźnej poprawy. Zaczęłam więc zastanawiać się, co zrobić i dlaczego nie ma efektów tych modlitw? Dlaczego modlę się i nie mogę swoją modlitwą uratować Taty przed śmiercią? Co robię nie tak, że moje modlitwy nie działają?

To były naprawdę dramatyczne pytania, bo Tato już zaczynał mieć problemy z poruszaniem się (nie mógł tego robić bez podawania cały czas tlenu), słabł w oczach (brak łaknienia, spadek wagi, apatia) i nie było widać ŻADNEGO przełomu, ani poprawy. Zaczął też załamywać się i z bezsilności – płakać.

I okazało się, że w tym dramatycznym momencie było tylko JEDNA DROGA – mówić Tacie o Bogu, mówić Mu, że Bóg jest Jego Jedynym Lekarzem i Uzdrowicielem. U Taty pojawiła się NADZIEJA, a u mnie – determinacja do dalszej modlitwy.

Ponieważ wierzę głęboko w to, że za KAŻDĄ CHOROBĄ [z wyjątkiem tych, które są wywołane naszym zaniedbaniem czy zwyczajną głupotą] stoi jakiś duch / demon, trzeba było OGŁOSIĆ panowanie Pana Jezusa i Jego Świętej Krwi nad życiem mojego Taty. Trzeba było wyrzucić demona, który osłabiał Jego oskrzela i zatrzymywał ich pracę. I podziałało! Tato powraca teraz do zdrowia – jest coraz silniejszy i pełen nadziei.

Zapewniam, że nie jest to żadne duchowe science fiction. W ten sam sposób nastąpiło uzdrowienie mnie z bardzo silnego bólu głowy, bólu spowodowanego okresem i bólu nogi – jej drętwienia i kłopotów z ukrwieniem.

Już widzę namacalne, realne efekty moim modlitw i jestem bardzo zachęcona do dalszego modlenia się o uzdrowienia własne i innych osób.

Bóg jest realny, cudowny i żywy! A krew Pana Jezusa uzdrawia tak samo dziś, jak 2000 lat temu!

Gosia

www.emigrise.blox.pl

***************************************

Jak mogę zostać uzdrowiony/a?

1) świadectwo Kasi

2) świadectwo Eli

sobota, 10 marca 2007

Z tygodniowym opóźnieniem zamieszczam świadectwo i przemyślenia moniaka (http://jego-wola.blog.onet.pl)            mobi

Ostatnio (od środy) jestem sobie chora. Znaczy to, że w środę miałam dreszcze, wszystko mnie bolało, kaszel, głowa... itp. Więc przyszłam do domu zrobiłam lekarstwo, pomodliłam się i poszłam spać... W czwartek już tylko kaszlałam i miałam katar... A to dało się znieść w porównaniu do tego co było (tym bardziej, że w takim stanie można wysiedzieć na zajęciach)... Kaszel zaczął się nasilać (w piątek) i miałam wrażenie, że za każdym razem wypluje płuca... bardzo bolał. Wczoraj (sobota) na koncercie uwielbiającym powiedziałam Bogu, że kaszel mi przeszkadza i chcę żeby go zabrał. I zabrał Bóg go...

Dzisiaj kaszlę bardzo mało ale to raczej z powodu suchego gardła, bo mam nos zatkany i nie boli już nic!! (i nie wypluwam płuc!!!)... Teraz (niedziela) miałam cały dzień ciężki katar i zastanawiałam się nawet czy pójść do kościoła. Wieczorkiem podczas nabożeństwa Bóg mnie wysłuchał i zabrał katar, na te czas, który przeszkadzałby w skupieniu się na Nim. A w ogóle to uważam, że leczy mnie też z tego. Czego się nauczyłam?


1. Bóg zabiera te choroby o które prosimy żeby zabrał...
2. I w tym czasie kiedy o to prosimy.
3. Bóg wie co nam dolega, ale chce żebyśmy mu to przynosili. Czasem proszę zbyt ogólnie a przecież znam szczegóły. Bóg chce słyszeć szczegóły. Zabrał to o co prosiłam wtedy gdy o to prosiłam.
4. (powtórzę się) Bóg nie pcha się z butami w nasze życie. :-) nawet jeśli jesteśmy Jego dziećmi czeka aż go zawołamy!! I Ciągle jest!!


Chwała Panu!!

pozdrowionka
moniak

 
1 , 2
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
KSIĘGA GOŚCI
ZBAWIENI
ZBAWIENIE
PYTANIA, PROŚBY O MODLITWĘ
LINKI

lista mailingowa
zbawieni.blox.pl

Twój email



dowiedz się więcej >> 

statystyka

Skopiuj CSS