zbawienie dla Ciebie - o Bogu...tak normalnie...

pieniądze

czwartek, 08 maja 2008

A zatem co Pismo Święte mówi na temat dóbr materialnych?

Po pierwsze, nie ma zasadniczej różnicy między Starym a Nowym Testamentem w postrzeganiu własności i prawa do jej posiadania. Oba Testamenty łączy Osoba niezmiennego w charakterze i naturze Boga. Nowy Testament nie jest zaprzeczeniem Starego, lecz jego ostatecznym wypełnieniem. Ubóstwo jako forma skutecznego ograniczania jednostki, pozbawiania jej wpływów, wręcz poniżania jej godności określane jest mianem przekleństwa dotykającego rodzaj ludzki (V Mojż. rozdz. 28, 30). Od niego też wyzwolił ludzi Jezus Chrystus (Gal. 3:13-14; II Kor. 8:9). I bynajmniej nie znaczy to, że każdy ubogi jest grzesznikiem, który zasłużył sobie na swój los, a każdy bogaty – błogosławiony przez Boga. Sprawa dotyczy oceny moralnej ubóstwa na podstawie owoców, które przynosi w życiu ludzi nim dotkniętych – a ta jest jednoznacznie negatywna. W Nowym Testamencie nie chodzi o mechaniczne wypełnianie zewnętrznych rytuałów. Człowiek oceniany jest również na podstawie intencji swego serca. Nie to co na zewnętrz jest najważniejsze, decydujące znaczenie ma stan ludzkiego ducha. Owi „błogosławieni ubodzy w duchu” (Mt. 5:3) pod żadnym pozorem nie mogą być identyfikowani jako cierpiący niedostatek dóbr materialnych. Jak wskazuje kontekst tego fragmentu są to raczej ci, którzy zdają sobie sprawę ze swoich braków w dziedzinie duchowej i pragną większej bliskości w relacji z Bogiem. Zaś chciwość i pożądanie rzeczy utożsamiana jest w Starym i Nowym Testamencie z bałwochwalstwem, a ono stanowi przypadłość w równej mierze bogatych, którzy pragną gromadzić ponad miarę, jak i ubogich, pożądających lepszego życia, często zżeranych przez zazdrość i pogrążonych w marazmie codziennych trosk (Mt. 6:24-34). Służenie Bogu albo mamonie to w istocie konflikt między dwoma systemami wartości, które poprzez pragnienia serc kierują ludźmi.

Po drugie, w Biblii nie istnieje moralny dylemat: mieć czy nie mieć? Mnóstwo tekstów biblijnych poświęconych jest zagadnieniom dóbr materialnych, zarządzania nimi itp. Z drugiej strony występuje tu z całą mocą kwestia świadomości faktu, iż Bóg jest wiecznym właścicielem stworzonej przez siebie ziemi i tego, co ją zaludnia (Psalm 24:1, I Kor. 3:21-23, 10:26, Rzym. 14:7-9). W związku z tym człowiek realnie – na zawsze – niczego materialnego nie posiada. Pojawia się na ziemi i z niej odchodzi bez niczego (I Tym. 6:7, Hiob 1:21). Zgodnie z tą logiką pozostaje jedynie czasowym zarządcą tego, co mu powierzono (I Kor. 4:1-2, Mt. 25:14-30, Łk. 16:1-13). Oczekuje się od niego odpowiedzialnego administrowania swoim czasem, talentem, środkami finansowymi, jak również domem i rodziną. Każdy rozliczy się z tego w wieczności. Pojawia się też zasada proporcjonalności – od tego, któremu wiele powierzono, wiele się wymaga (Łk. 12:42-48). Zgodnie z nią ważny jest nie ilościowy, a jakościowy udział człowieka w łożeniu na dobrą sprawę. Nie liczy się, ile dałeś, lecz ile ci po tym zostało. W ten sposób ubogi może dać realnie więcej niż bogaty, dający z tego, co mu zbywa i oczekujący jednocześnie poklasku (Łk. 21:1-4).

Po trzecie, szczególnie podkreślane jest mądre inwestowanie, a nie kumulowanie dóbr na własne potrzeby (Łk. 12:16-21, Mt. 25:14-30). Owo mądre inwestowanie polega nie tylko na obracaniu aktywami i zarabianiu. Pobyt na ziemi daje człowiekowi niepowtarzalną szansę poczynienia inwestycji w życie przyszłe – w rzeczy o nieprzemijającej wartości (Mt. 6:19-21). To „bogactwo w Bogu” (Łuk. 12:21) polega na umiejętnym inwestowaniu w życie ludzi potrzebujących. To czyny, które idą za ludźmi do wieczności, wystawiając im chlubne bądź fatalne świadectwo (I Tym. 6:17-19).

Biblia uczy umiaru w wykorzystywaniu dóbr materialnych – bez ekstrawagancji i nadmiernej rozrzutności. Najprościej można to ująć słowami wybitnego ewangelisty XVIII wieku, założyciela ruchu metodystycznego – człowieka, który przyczynił się do odnowy duchowej Anglii i Ameryki Północnej – Johna Wesleya. Przede wszystkim był praktykiem, zatem to, co mówił, ma podwójne znaczenie. Motto jego życia brzmiało: „Zarabiaj ile się da, oszczędzaj, ile tylko możesz, i dawaj jak najwięcej”.

źródło: Magazyn Cel nr 1/2007, autor: Janusz Szarzec

Zagłosuj na notkę i blog w systemie blogfrog. Dziękujemy.

poniedziałek, 05 maja 2008

Idea ascezy zaczęła zyskiwać coraz więcej zwolenników – ludzi dążących do całkowitego powierzenia się Chrystusowi. Jednak dla nich dobra materialne stanowiły przeszkodę w osiągnięciu tego nadrzędnego celu. Wówczas to pojawiła się twarda reguła wyrzeczenia się wszelkiej własności (oczywiście również pieniędzy), obowiązująca wszystkich eremitów i mnichów. Powoli, acz skutecznie, ruch ascetyczny, na początku jako forma oddolnego sprzeciwu wobec zeświecczenia i korupcji przedstawicieli kościoła, zaczął stopniowo się instytucjonalizować. Na przestrzeni stuleci zatracił swój pierwotny charakter i paradoksalnie zaczął „produkować” całkiem nieźle prosperujące instytucje. Świetnie wykształceni mnisi oddawali się ciężkiej pracy na roli i w rzemiośle. Wprawdzie indywidualnie nadal hołdowali ubóstwu, ale już ich zakony gromadziły spore bogactwa, z czego tylko znikoma część przeznaczana była dla ubogich. Zatracał się ideał ascezy. W rzeczywistości zaczęły funkcjonować podwójne standardy. Człowiek świecki musiał zabiegać o zbawienie, lecz dla mnicha i mniszki było ono pewne ze względu na ich izolację w imię sprawy Bożej. Życie duchowe było wyłączną domeną klasztorów.

Szczególny wpływ na rozwój i upowszechnienie idei ubóstwa w średniowiecznej Europie mieli Franciszek z Asyżu i Tomasz z Akwinu. Pierwszy żył w skrajnej ascezie, uważając, że dla Syna Bożego szczególnie bliska jest właśnie taka postawa. Pieniądze nazywał „śmieciami” i wystrzegał się nawet fizycznego z nimi kontaktu. Afirmował instytucję żebractwa, a w stanie ubóstwa odnajdywał niekłamaną radość. Zdecydował, że będzie najuboższą osobą na świecie i z determinacją począł realizować to postanowienie. Niezależnie od tego, czy uznamy to za przejaw ekstrawagancji, naiwności bądź braku rozsądku, nie możemy zakwestionować przemożnego wpływu, jaki ten żarliwy mnich wywarł na świat, w którym żył.

Nie mniej znana jest postać Tomasza z Akwinu. Przysłużył się on rozwinięciu dualistycznej teorii (o hellenistycznych korzeniach), według której pieniądze jako nieduchowe były wytworem upadłego świata. Skrajne ubóstwo stanowiło punkt wyjścia do prawdziwej – niematerialnej duchowości. Było warunkiem koniecznym do osiągnięcia doskonałości. Miejsce biblijnego przebaczenia grzechów z łaski przez Boga zajęło w ten sposób nowe prawo: ludzkiego samowyrzeczenia jako drogi do zbawienia. Tego rodzaju postawy, upowszechniane na szeroką skalę, pośrednio przyczyniły się również do fatalnej kondycji gospodarki europejskiej.

U kresu średniowiecza powszechne ubóstwo, bezrobocie i włóczęgostwo było legitymizowane przez Kościół jako ideał chrześcijańskiego życia. Nic dziwnego, że po raz kolejny wielu praktykujących chrześcijan dochodziło do nieuniknionej konkluzji, iż zasada wyrzekania się prawa do własności dokonała więcej złego niż dobrego w ciele Chrystusa. Doszło więc do kolejnej odnowy Kościoła, później znanej pod nazwą reformacji protestanckiej. Iskrą zmian w szesnastowiecznej Europie stała się publiczna sprzedaż rozgrzeszeń (tzw. odpustów). Reformatorzy odzierając ubóstwo z otoczki duchowości uznawali jego przejawy w życiu jednostek za zło, z którym należy walczyć.

Wszak nierealistycznie surowy styl życia forsowany w rzeczywistym świecie, gdzie jakość bytu człowieka w zdecydowanej mierze zależy od jego stanu posiadania, musi zawsze w efekcie generować różnego rodzaju wynaturzenia. Człowiek o tak skrajnych poglądach musi żyć albo w niezgodzie ze swoimi zasadami, albo wbrew swojej naturze. Ten wewnętrzny dylemat w prostej linii prowadzi do hipokryzji i podwójnych standardów w życiu. Finanse stają się tematem tabu, jakby nieczystym z zasady, wywołującym zażenowanie i powszechne poczucie winy. Oficjalnie opowiadamy się za surowymi standardami, a w zaciszu prywatnym często kierujemy się chciwością, nieuczciwością i chęcią wyzysku innych. Taka sytuacja sprowadza na manowce życiowego eskapizmu – ucieczki od realnych wyzwań w wyimaginowany świat „wirtualnej świętości” (co należałoby uznać za przejaw słabości) albo rezygnację z dobroczynnych działań z wykorzystaniem finansów. Tak czy inaczej jednostka traci w ten sposób siłę sprawczą, znajdując usprawiedliwienie dla swojej bierności. (C.D.N.)

źródło: Magazyn Cel nr 1/2007, autor: Janusz Szarzec

Zagłosuj na notkę i blog w systemie blogfrog. Dziękujemy.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
KSIĘGA GOŚCI
ZBAWIENI
ZBAWIENIE
PYTANIA, PROŚBY O MODLITWĘ
LINKI

lista mailingowa
zbawieni.blox.pl

Twój email



dowiedz się więcej >> 

statystyka

Skopiuj CSS